Strona:Przybłęda Boży.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bacz mi, jeśli ci ból sprawiłem; sam cierpiałem niemniej. Gdym cię tak długo nie widział koło siebie, odczułem dopiero w całej żywości, jak drogi memu sercu jesteś i na wieki będziesz.
Twój...
Pono i ty znowu w ramiona moje ucieczesz jak ongi“.
Taki list, jak i każde odniesienie się Beethovena do prawdziwych i fałszywych przyjaciół, szczególnie charakterystycznie oświetla podkłady jego charakteru, tak niekiedy głęboko skryte i tak łudząco przesłonione pozorami.
Działo się to w miesiącach, kiedy Eroica po raz pierwszy i drugi i trzeci wykonywana była na prywatnych koncertach domowej orkiestry księcia Lobkowitza. Kiedy „sława“ rosła z dnia na dzień. Kiedy Beethoven dźwignął się zaledwie z bolesnej choroby z nadwątlonemi niemało mocami ciała. Kiedy na zaproszenie dyrekcji przeniósł się do gmachu „Theater au der Wien“, by komponować operę. Kiedy miesiące letnie upływały w Baden i Döbling pod Wiedniem. Kiedy głowa szumiała pomysłami do tej opery, do wielkiej sonaty, co zapowiadała się upalniej, niż wszystko, co dotąd w muzyce stworzono, do symfonji następnej i może jeszcze innej. Majaczą też zarysy nowych utworów kameralnych, warjacyj, koncertu fortepianowego — a gdy wspiąć się nieco wyżej, za niemi tłum rośnie, dalej, idzie ciemny korowód niewiadomych przybyszów, obcych, a nie poznać, czy który śmierci nie wlecze pod kapturem...

Pięknie przepisana partytura Trzeciej Symfonji leżała na stole swego twórcy, już w całości gotowa. Na karcie tytułowej, którą kopista pozostawił wolną, wpi-