Strona:Przybłęda Boży.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wrzątek świeżo zdjęty z ognia. Cały człowiek był gdzie indziej, wysadzony z siebie i odrzucony daleko. Obcość naokoło. Ciężar cały ma się przecież rozłożyć na wiele czasu i na wiele serc, jakżeż więc wygląda to jedno serce, które skupiło w sobie wszystko i jednym ruchem skupione wydało? Teraz trzeba wracać. Jest to nowe przezwyciężenie bolesne. Do starych nałogów, od których się nieco już odwykło, wracać trzeba, zaniedbane rzeczy przypominać sobie, a nabyte odkładać. Bo nie doszedłby człowiek do ładu w normalnym porządku ludzkim.
A gdy tego wszystkiego przyuczy się na nowo, z wysiłkiem i radosnym lękiem rekonwalescenta, przychodzą jut też i ciężary dawne i bóle i trwogi. Na samem czele ta jedna, prawie w ostatnich dniach zapomniana, ta jedna, która jest prawdą niepodlegającą sporom, prawdą niewątpliwie cenną: głuchota. Już mało się o niej myślało. Teraz, gdy tylko się obejrzeć za siebie, stoi, stoi tuż, ta sama, bez jednego drgnienia w twarzy, taka spokojna, jakgdyby nie rosła.
Rok 1802, naznaczony Trzecią Symfonją, stworzoną tam, gdzie pisany był Testament, w Heiligenstadt, jest przełomem epokowym w dziejach muzyki. Symfonja Heroiczna, w wielkim rzucie odrazu naszkicowana w całej potędze swej treści, żłobiła sobie następnie długo i upornie bogate łożysko formy, aż stanęła w doskonałej swobodzie niewzruszonej konstrukcji, już w żadnym szczególe nienaruszalna. Jak ten, dla którego była stworzona. Jak ten Pierwszy Konsul, potomek najbardziej spiżowych konsulów starego Rzymu. Jak czas, który teraz nastał. Jak ten czas Jednego po czasie tłumu. Bo co się wielkiego dzieje w historji, z jednego zawsze się rodzi, nie z masy, z jednego, który jest w słońcu dnia na oczach wszystkich, albo ukryty i bez imienia przechodzi na