Strona:Przybłęda Boży.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kanta wykształcony młodzieniec, od swego stryja dyrygenta znacznie bardziej utalentowany Antoni Reicha; a obcowanie z nim i wspólne studja filozoficzne na bonnońskim uniwersytecie musiały w młodym Beethovenie pozostawić niestarte ślady zetknięcia się z wielkim twórcą Krytyki Czystego Rozumu, musiały się przyczynić do skierowania twórczości muzycznej na tory, z tamtemi drogami Myśli równoległe, a jednak przeciwne, dopełniające, a mimo to antypodyczne.
Nie brakło i zawistnych karłów, jak skrzypek Andrzej Romberg, kompozytor banalnej i dlatego przez długi czas w małomieszczańskich chórach amatorskich popularnej ilustracji muzycznej do schillerowskiej „Pieśni o Dzwonie“; ów, wrogi wszelakiemu nowatorstwu, nigdy do dzieł swego „kolegi od altówki“ przybliżyć się nie mogąc, czuł do nich przez całe życie wyraźną niechęć. Był jeszcze staruszek Ries, Breuningów częsty gość, i Mikołaj Simrock, późniejszy założyciel słynnej muzycznej firmy wydawniczej i nakładca kompozycyj Beethovena.

W tych samych latach, w ciasnych, cichych ścianach, niesamowity w swym uporze pracy Immanuel Kant pisał „Religję w granicach Czystego Rozumu“. Z odległych zakątków Europy dyliżanse zwoziły do stóp katedry królewieckiej magnatów i filozofów, żądnych słuchania wykładów tego człowieczka o niebieskich oczach i czaszce murzyńskiej, co przez życie całe nie ruszając się z murów Królewca, żyjąc w ubóstwie i zazdrośnie strzegąc swej izolacji, rewolucję uczynił większą od Wielkiej.
Dziwny ów odludek, nie podróżując, znał ziemię lepiej od podróżników i wykładał geografję fizyczną. Dwanaście tomów spekulatywnej filozofji rzucił na łono idącym stuleciom — a po dzień dzisiejszy nie