Strona:Przemysły.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rządzisz ziemią kulistą, jak maszyną rozpędną,
Nad przepaścią kołowrotną i błędną...

Szybkim działem, niewidzialnym prądem
Rządzisz morzem i wiatrem i lądem, —
O, zdobywco szalony wirującej planety,
Komu kradniesz śmiertelne sekrety?

Wynalazkiem, sposobem, rachunkiem,
Czarem wiedzy, jadowitym trunkiem,
Sięgasz w niebo gwiaździste grzmotem — błyskiem okrutnym,
Ale sam jesteś głodny i smutny...

Tamten Słońce Wschodzące ogarnia,
Cicho świeci, jak żółta latarnia,
W różowego przedświtu kołyszącej się łunie,
Tamten — cichy, jak sen, Sakja-Muni...

Już się budzi żarliwą modlitwą,
Zaczajony, jak człowiek przed bitwą,
Kosookiem spojrzeniem i mądrością zaklętem,
Dzwoni — dzwoni dalekim tętentem...

Bóg murzyński, nagi ludożerca,
Czarnem sercem do czarnego serca
Zmierza cichcem, uderza i przebija oszczepem,
Swojem szczęściem okrutnem i ślepem!