Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/396

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    W tym stała, odtąd tak stroni przede mną,
    Że nie chce mówić, ni się widzieć ze mną.
    Już to potrzykroć żeniec robotliwy
    Skronie opuścił wesołemi żniwy,
    Już tyle razy przykry mróz zimowy
    Otrząsł gałęzie z liścia i dąbrowy,
    Jako się gniewa; ja wszytkie sposoby
    Zwoływam, wszytkich zażywam, jakoby
    Przejednać, oprócz śmierci; wezwę i téj
    Na ubłaganie dziewki nieużytéj,
    I umrę z chęcią, gdyby można było
    Wiedziéć, że jéj to albo będzie miło,
    Albo żałośno; bo bez dwojga tego
    Nie wiem poprostu życzyć sobie złego.
    Prawda, że litość byłaby nagrodą
    Słuszną za wiarę, któréj z taką szkodą
    Strzegłem, i za śmierć, którą wnet umieram,
    I tym posługi kończę i zawieram.
    Ale zaś nie śmiem życzyć tego, żeby
    Płacz najśliczniejsze miał trapić pod nieby
    Oczy, albo to cierzpiéć dla mnie miało
    Serce, gdzie moje własne spoczywało.

    Thyrsis.

    Ej! czy podobna, gdyby te słyszała
    Słowa, żeby się poruszyć nie miała?

    Amyntas.

    Nie wiem; ucieka przed rozpoczętemi,
    Jak wąż przed klątwą, słowami mojemi.

    Thyrsis.

    Żyj wesół, bracie! Ruszę ja w tym głową,
    Że się z nią miłą ucieszysz rozmową.

    Amyntas.
    .

    Nic mi nie sprawisz, albo cię odprawi,
    Tak jako i mnie, albo jeśli sprawi
    Twoja namowa, że mię raz posłucha,
    Przecie na moje prośby będzie głucha.

    Thyrsis.

    Czemu tak wątpisz?

    Amyntas.

    Ach! słuszną przyczynę
    Mam złéj nadzieje! Bo i to, że zginę
    W téj okrutności, i to, że zapłaty
    Nie doznam za swe usługi i straty,