Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/281

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    CLXXV.

    Wchodzi ostrożnie i gwoli przestrodze
    Pogląda wszędzie, w progu się stanowi,
    Maca przed sobą i nogę po nodze
    Stawia, twardemu nie dowierza snowi,
    Ucha nadstawia i trwoży się srodze,
    Kiedy mąż chrapnie, albo tchnienie wznowi.
    Na palcach stąpa i, jak na zasadzce,
    Niecałe stopy stawia na posadzce.

    CLXXVI.

    Dopioroż, kiedy do łóżka się zbliża,
    Nie wie, co czyni, a czyni, co musi;
    Nie śmie odetchnąć i, jeżeli chyża
    Wymknie się para, w pół biegu ją dusi.
    Strach w niéj odwagę zaczętą uniża,
    A pomsta cała zmocnić się ją kusi:
    To chce, to nie chce, porzuci i wszczyna.
    Krew jéj wre w sercu, a w żyłach się ścina.

    CLXXVII.

    Ale kiedy te, co czyniły wstręty
    Wolnemu światłu, odemknęła blachy
    I pokazał się knot dotąd zamknięty,
    Namiot i całe oświecając gmachy;
    Dziw ją ogarnął myślą niepojęty,
    Żal jéj przystąpił, odstąpiły strachy:
    Nie wie, czy to sen, bo rzuceniem oka
    Śliczne chłopiątko widzi, miasto smoka.

    CLXXVIII.

    Nic tak pięknego nie widziały oczy,
    Żadna takiego nie ma świata strona;
    Nic tak gładkiego sznycerz nie utoczy,
    Choćby był mistrzem nad Pigmaleona,
    Żaden śnieg téj płci, żaden nie doskoczy
    Rumieńca rubin; a skrzydła ramiona
    Różnych farb zdobią. Skąd nędzna dziewczyna
    Nie wątpi, że jest żoną Kupidyna.