Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
CLXXI.

Wierzy, nie dufa, kocha się i boi;
Miłość i postrach w myślach się jéj wierci;
Serce jéj toczą, aż się wszytka znoi,
Wiara małżeńska i bojaźń złéj śmierci.
W jednymże ciele przed okiem jéj stoi
Mąż ukochany i dziw w smoczéj sierci.
W jednym się miejscu i nad przyrodzenie
Miesza mróz, ogień, afekt, podejrzenie.

CLXXII.

Wtym, świetne Febus konie,
Obrócił dyszlem między nieboszczyki,
A ku zachodniéj kierując bieg stronie,
Napawał w morzu hiszpańskim woźniki.
Kupido, zaraz życząc swoje skronie
Złożyć na łonie pieszczonéj podwiki,
Opuszcza niebo, kryte szczérym złotem,
I do swój Psychy opuszcza się lotem.

CLXXIII.

Ona, nad zwyczaj, z otworzystą twarzą
Wszelki mu daje znak miłości z siebie
I gasi ognie, które w nim się zarzą;
Ale, jak usnął, po pierwszéj potrzebie,
Ach, niech się wszyscy mężowie tym karzą!
Śluby i wiarę i miłość wraz grzebie;
Nic niepamiętna na świeże pieszczoty,
Do namyślonéj rzuca się roboty.

CLXXIV.

Cicho z pościeli powstawszy, zarazem
Do pokoju się po lampę udaje;
Jednak, choć radą zbrojna i żelazem,
Trupieje z stracha i z bojaźni taje;
Ale nadzieja, że się za tym razem
Zbawi od smoka, męstwa jéj dodaje,
I wyrok z nieba i przymus niemiły
Przysparza ręce białogłowskiéj siły.