Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
CXXXIX.

— „A zaś mój miły (ozwała się draga)
Na nić się zebrał i skurczył chorobą;
Siwiznę kopci i łysinę struga
I tłomok nosi na barkach za sobą.
A, choć-by była noc jak tydzień długa,
Rzadko się ozwie z miłości swéj próbą,
Żem jest, za jego naturą niezdrową,
Panną mężatą i zamężną wdową.

CXL.

„Ale, odpuść mi! prędko-ć to zażyły
Te, co do Psychy mamy miéć, urazy;
Z jaką nam pychą, gdyśmy u niéj były,
Pokazowała skarbów swych obrazy!
Ledwie z kamieni łasztów, z kruszców bryły
Coś udzieliła, szczyptą kilka razy.
I to z złą twarzą, i zaraz bez sromu
I bez noclegu, wypchnęła nas z domu.

CXLI.

„Gdybyś ty chciała (jako tuszę) ze mną
Do wspólnéj pomsty prace swéj przyłożyć;
Niech mię bez serca zowią i nikczemną;
Jeśli nie musi prędko z pychy złożyć.
Tajmy tylko jéj fortunę przyjemną,
A, żeby miała męża mieć, albo żyć:
Bo, kto zazdroszcząc cudze szczęście chwali,
Szczęścia przyczynia, sam się barziéj pali.

CXLII.

Dosyć-eśmy już widziały my samy.
Pożal się Boże, że tak siła i my!
Powróćmy siostro do przeklętéj jamy,
Do domu, mówię, gdzie w mężowych dymy
Łbach nas czekają; tam rzucimy tamy,
Któremi szczęście jéj zastanowimy.
Ufam ja sobie, pozna w czas niedługi,
Żeśmy jéj równe, siostry, a nie sługi!“