Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/271

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    CXXXV.

    „Każdy to widzi, że ślepa potucha,
    I często koło rzeczy ludzkich zdrożne;
    My córki tychże piersi, tegoż brzucha;
    A przecie szczęście spotyka nas różne:
    Ta, co nam ledwo godna dźwigać rucha,
    Kiedy się w szaty ubierzem podróżne,
    Teraz nas skarby, czcią, mężem przewyższa;
    I drwi, że każda z nas w tym od niéj niższa.

    CXXXVI.

    „Jakie bogowie bogactwa tam znieśli!
    Jaki dostatek! jakie ma wygody!
    Sam pałac pewnie niebieskiemu cieśli
    Wystawiać przyszło, i szczepić ogrody!
    Złoto, klejnoty — w pomietle! A jeśli
    Pan tych dostatków do tego jest młody,
    Zdrowy na członkach, niezerwany w sile,
    Żadna z białychgłów nie ma szczęścia tyle!

    CXXXVII.

    „Musi to który niechybnie być z bogów,
    Co tak rozrutnie włada szczęścia skrzynią!
    Który jeśli z jéj twarzy i nałogów
    Kontent; pewnie ją uczyni boginią!
    Wszak-eś widziała, jako ze wszech rogów
    Duchy przyzwane posługę jéj czynią;
    Kształty bez ciała, myśli, i do razu
    Wiatry jéj dzikie słuchają rozkazu!

    CXXXVIII.

    „O jak nierówne szczęście mię obraca!
    Któréj zmarzły mąż leży wedle boku,
    Którego słabsza niż pająka praca;
    Ani o zwykłym myśli mi obroku
    A podejrzenie tak mu mózg wywraca
    Niesłuszne, że mię nie odstąpi kroku.
    Sam mi jest stróżem, i za lada plotką
    W indermach wsadza i zamyka kłotką.“