Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XX.

„Ja-m ci to przecie w zawołanéj zwadzie
Dank niezrównanéj gładkości odniosła,
I jabłko z złota, swarliwe w zakładzie,
Dla którego zaś Troję greckie wiosła
W misternéj końskiéj wywróciły zdradzie.
A nie z podłemi wtenczas sporka rosła,
Kiedy Minerwie ten fant odmówiony
I wielkiéj dufność zniżona Junony.

XXI.

„A teraz jedna białogłowa licha
W takąż grę chce się kusić o wygraną?
I z nieba mię już i z méj czci wypycha
I władać sferą chce, mnie w rząd oddaną?
Ale niedługo ta duma w niéj dycha;
Wnet jéj te chluby kością w garle staną:
Pozna, co umie Wenus, kiedy mściwa.
Kto pomstę zwłacza, wzgardy mu przybywa.

XXII.

„Ktokolwiek jest ta moja następczyni,
Z tak wysokiego zrucę ją wnet progu.
Dowie się niewczas, jak to głupie czyni,
Że się któremu śmiała równać bogu,
I twarz, z któréj się pyszniła, obwini,
Gdy jéj hardego przykro przytrę rogu.
Stój, konkurentko! Rzeczą, a nie słowy
Nauczę cię ja!“ — Tak kończy swe mowy.

XXIII.

I na wóz wsiada, a włożyć na syna
Tę sprawę myśli i pomsty sposoby;
Lecz nie wie, która trzyma go kraina.
Skąd swe gołębie wstrzymywa jakoby,
I długo szuka darmo Kupidyna,
Lubo wie, które bawią go osoby.
Ale on sztuczny, i kiedy chce, wszędzie
Umie się taić i znikomym będzie.