Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
IV.

Krzemień swych złotych iskier nie wypuści,
Choć wewnątrz ogniem nadziany jest żywem;
Aż z utajonych i twardych czeluści
Ręka je wytnie stalowym krzesiwem;
Struna jest niema, póki nie rozpuści
Na instrumencie biegu palec krzywem.
Gdy ją uderza, uszy dźwiękiem chwyta
I tym wdzięczniej brzmi, im jest barziéj bita.

V.

Sukno nie wprzód się kosztownéj posoki
Napije, aż przez stępę przejdzie w młynie.
Bez ciężkich cepów, bez prasy, bez tłoki
Nie dojdziesz smaku i w zbożu i w winie.
Poddęty płomień wznosi się w obłoki,
Wągiel wzruszony nie tak prędko ginie,
Piłka odbita tym potężniéj skoczy,
Cyga się chyżéj biczem wścięta toczy.

VI.

Kłopot i niesmak probierne są piece,
W których się cnota hartuje i czyści.
Do wygranéj się próżno pnie i miece,
Kto się obawia przeszkód nienawiści.
Musi fortuna w swojéj miéć opiece
I choć nierychło, przecie się uiści.
Bowiem po trudach cnota wieczno-żywa
Wyrgnie nakoniec na wierzch jak oliwa.

VII.

W odległych krajach, a królewskim domu
Trzy córki były, w które tak wlepiła,
Co kiedy mogła natura dać komu
Darów, że swoje skarby wypróżniła;
Ale najmłodsza, nie bez starszych sromu,
Najudatniejsza i najgładsza była;
Że przez brak starszym zazdrosny i ostry,
Jak siostry obcych, przechodziła siostry.