Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/169

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Pytasz, z kim miłe towarzystwo wiodę?
    Ja lament, serce ogień, oczy wodę
    Od ciebie wziąwszy w wieczne towarzystwo,
    Z niemi mieszkamy; to nasze myślistwo;
    A przy tym skarga na twe obietnice,
    I bladość twarzy i serca tęsknice.
    Taki mój żywot, taka jest drużyna,
    I co jest złego od strzał Kupidyna;
    Ale ty, Jago, kiedy o mym zdrowia
    Pytasz, miej że wraz leki w pogotowiu,
    Bo tak i doktór wprzód pulsu spróbuje,
    Pyta chorego, a potym ratuje.



    218. Na zdrowie.


    Wiedzą, co miłość w niebie i bogowie,
    Przychylni modłom i proszącéj mowie;
    Ledwiem o zdrowie Jagi przerzekł słowo,
    Wszyscy z ratunkiem przybyli gotowo;
    Wszytkoć się niebo z pomocą ozwało,
    Wszytko przy zdrowiu twym opowiedziało;
    Wróciło-ć, Jago, i zdrowie i siły,
    I kształt urody mnie nad wszystko miły;
    A zorza śliczna z swej różanéj wody
    Skropiła-ć blade wargi i jagody;
    Ożyłaś zatym, ożyłem wraz i ja,
    Bo mię twe zdrowie żywi, śmierć zabija.
    O jakom szczęśliw, jeśli moje modły
    Niebo po części do tego przywiodły,
    I jeśli moje, przy ufałéj wierze,
    Nalazły miejsce u bogów pacierze;
    Jakoż tak ufam i stąd hojne dary,
    Bogom i tłuste poniosę ofiary.
    Taż w tobie, Jago, niech będzie ochota,
    I wiedz, że wdzięczność najprzedniejsza cnota,
    Oddaj zapłatę, jak ślubowną winę,
    Bogom za zdrowie, a mnie za przyczynę.



    219. Na włosy.


    Płaczesz, żeć niewczas śmiertelnéj choroby
    Z przedniejszéj głowę obnażył ozdoby;