Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/145

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Tak w płaczu żyję, wśród ognia pałając,
    Czemu wysuszyć ogniem nie próbuję
    Płaczu? Czemu jak z ogniem postępuję,
    Że go nie gaszę, w płaczu opływając?

    Ponieważ wszystkie w oczach u dziewczyny
    Pociechy, czemuż muszę od nich stronić?
    Czemuż zaś na te narażam się oczy?

    Cuda te czyni miłość, jéj-to czyny,
    Którym ktoby chciał rozumem się bronić,
    Tym prędzej w sidło z rozumem swym wskoczy.



    166. Do starego.
    (Sonet).

    Ilekroć w ręku twych tę panią widzę,
    Że ją całujesz, starcze obrzydliwy,
    Tylekroć z ciebie, jak na urząd szydzę,
    Żeś jak kruk stary, a jak wróbl jurliwy.

    Z tak śliczną twarzą ten twój wąs sędziwy
    Nie zgadzają się. Ja się tobą brzydzę
    I będę z twego szczęścia żałośliwy,
    Aż się jej udam, a ciebie ohydzę.

    Atoli-ć szczerą pomogę przestrogą:
    Radzę-ć ostrożniej poczynaj więc sobie,
    Bo ta pani śmierć nosi w oczach swoich srogą

    I ma źrzenice jadowite obie.
    A ty, któryś już w trunnie jedną nogą,
    Jak zbliska natrzesz, będziesz drugą w grobie,



    167. Desperacja.
    (Sonet).

    Czemu strzałami, mówię do miłości,
    Nie rozkołaczesz serca mej dziewczyny?
    Mówię do gniewu: czemu mi przyczyny
    Nie dasz, bym w takiéj nie kochał hardości?