Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/139

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Teraz zaś klątwą wyrzekam się drogą,
    I nieprzyjaciel chcę być — byłem sługą.



    154. Do panny.
    (Sonet).

    Tysiąckroć, moja bohatyrko cudna,
    Chcę z tobą stale zawierać przymierze
    I spisać nasze zmowę na papierze,
    I ty do tego nie zdasz się być trudna.

    Ale ja idę wprost — a tyś obłudna,
    Bo choć ja mieszkać w pokoju chcę szczerze,
    Twe usta zdrajcy, twe oczy szalbierze
    Harcują ze mną, jako rota ludna.

    Łacno to wygrać, bo gdy się ja boju
    Napieram, stoisz przy umownéj radne;
    Kiedy zaś spuszczę i wierzę w pokoju,

    Ty wojnę rzyśko zaczynasz na zdradzie.
    Przebóg! przymierza! A że nie dla stroju
    Przymierza proszę: weź serce w zakładzie.



    155. Cuda miłości.
    (Sonet).

    Karmię frasunkiem miłość i myśleniem,
    Myśl zaś pamięcią i pożądliwością,
    Żądzę nadzieją karmię i gładkością,
    Nadzieję bajką i próżnym błądzeniem.

    Napawam serce pychą, omamieniem,
    Pychę zmysłowym weselem z śmiałością,
    Śmiałość szaleństwem pasę z wyniosłością,
    Szaleństwo gniewem i złym zajątrzeniem.

    Karmię frasunek płaczem i wzdychaniem,
    Wzdychanie ogniem, ogień wiatrem prawie,
    Wiatr zasie cieniem, a cień oszukaniem!