Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/125

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Muszę-ć to rzec niebodze
    Że bardziej bawełnice,
    Niż twoje stare lice,
    Popuszczą żądzom wodze.
    Głupiuchna-ście, gospodze.

    Darmo w polu i drodze
    Tej skóry słońcu bronisz,
    I kiedy się zasłonisz.
    Czynisz krzywdę srodze.
    Głupiuchna-ście, gospodze.

    Znać, mówią, lwa po nodze,
    I ja z tego, co widzę,
    Z tego, co kryjesz, szydzę.
    Ufaj mojéj przestrodze.
    Głupiuchna-ście, gospodze.

    Nie bądź o mnie w trwodze,
    Bo twoje wargi szare
    I twoje kości stare,
    O, głupiuchna gospodze,
    Niech pies liże a głodze.



    110. Przypadek.

    Gdy dziecię wchodzi pod kościelne dachy,
    Z których wisiały lodowate blachy,
    Urwany sopel od wysokiéj rynny
    Przeciął i szyję i gardziel dziecinny.
    A po tym mordzie i okrutnym szczęściu
    W ciepłéj krwi stajał w zanadrzu dziecięciu.
    Gdzież się tu człowiek ustrzeże przygody,
    Kiedy lód strzela i ścinają lody?



    11. Na Pawła.

    Paweł się kocha w Zośce, a, niech mi odpuści,
    Niémasz w czym: nos ma krzywy, zęby jak czeluści,
    Łeb goły, dłuższa łokciem jedna drugiej nogi,
    Pazury jak do lutnie, na grzbiecie garb srogi;
    Jeszcze oko niedawno straciła w chorobie.
    Ona na jedno oko ślepa, on na obie.