Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PROZODYA ŻYCIA

       

Nie, w życiu niema rytmu i prozodyi!
Dni nasze — niby rozerwane nuty
Jakiejś złowróżbnej — zgrzytliwej molodyi —
Spazmatycznemi miotają się rzuty.

Próżno układasz zamiary niepewne,
Rytmując w duchu lata czy półrocza:
Bo oto wichry zahuczą rozwiewne,
Rytm twoich marzeń poniosą w zamrocza.

Próżno chcesz wiązać smutne dni i noce
Jednodźwięcznemi końcówkami rymów:
Jak motyl w sieci dusza się szamoce,
Lub potępieniec śród piekielnych dymów.

Idą szeregiem dni takie rozdarte,
Jakby stronice rozerwanej księgi!
I próżno chciałbyś złożyć jednę kartę
Zginęły rytmów harmonijne wstęgi.

Tak kląłem życia nierówne przypadki,
Kiedy mi naraz zabrzmiały nad uchem
Z pobliskiej izby — u mojej sąsiadki
Dźwięki, miarowym kołysane ruchem.