Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


STROFA ALCEJSKA

     


Twarda nas droga wiedzie na Helikon;
Duch, w którym tli się ogień Apollina,
Ma tysiąc walk i morze krwi,
Zanim osiągnie cel ostateczny.
Nie tyle jęku w łunach Kartaginy,
Nie tyle modłów słychać w Jeruzalem:
Nie tyle łez wylewa mąż
Nad grobem swojej drogiej małżonki;
Nie tyle kropel głąb ma Atlantyku,
Nie tyle trawy step ma Ukrainy,
Nie tyle zdrad miłości kwiat,
Ile ma cierpień dusza poety.
Bywają straszne chwile, że barbiton
Niby zaklęty ci milczy, chociażbyś
Nerwami — łzą — serdeczną krwią
Błagał o jedną iskrę natchnienia.
Niebezpieczeństwa pełna to żegluga,
Wirów nieznanych pełny ten ocean,
Co wiedzie nas na święty szczyt,
Gdzie tryska pieśni zdrój nieśmiertelny.
Straszliwy nieraz wyje tam hurrikan,
W głuchej pustyni błądzisz jak beduin,
Pod którym padł wędrowny koń
I oto stoisz w piasku gorącym.