Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Or-otowi.

Na podolu biały kamień,
Młode dziewczę siedzi na nim,
Siedzi na nim, lamentuje,
Białe rączki załamuje.
Gdzie braciszek jej rodzony?
Z jakiej ziemi, z jakiej strony,
Przywędruje ptaszę owo,
Co przyniesie odeń słowo?
Ani słowa, ani wieści...
Hej, za gór, za rzek trzydzieści
Poszedł, poszedł w świat nieznany,
Jej braciszek opętany...
Taki dziwny się urodził,
Jak-by gdzieś po chmurach chodził.
Coś go dręczy, coś go pali:
Płanetnikiem go przezwali,
Bo choć żyje na tym świecie,
Wiecznie błądzi po płanecie.
I opuścił starą matkę,
I opuścił białą chatkę,