Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VI.
Józefowi S.
 
Na samym środku fal, gdzie niezgłębiona toń
Stanęła nasza łódź i wielkiej słucha ciszy —
I wstał towarzysz mój i, w mokrą patrząc błoń,
Okrzyknął w cały głos, czy też go kto usłyszy:
Hej, hej!
 
Popłynął jego głos — po nocy w ciemny bór —
I odbił się od drzew, od sosen, iw i buków,
I wrócił ku nam znów, w stokrotny wrócił wtór —
Stokrotnym gromem ech i gwarów, i rozhuków.
Hej, hej!
 
Z płużyńskich ciemnych puszcz, z Świtezi srebrnych fal
Zabrzmiała niegdyś pieśń, skrą bożą rozpalona —
I, grzmiąc, płynęła w świat — na siół i borów dal —
Stokrotnym gwarem ech, brzmiąc w piersiach milijona.
Hej, hej!
 
Z Świtezi srebrnych fal, z płużyńskich ciemnych puszcz
Stokrotnym echem gra i żywi pierś miliona —
Potężnej pieśni grom, płomienny Boga kuszcz,
Nieugaszony Znicz na przyszłych dni plemiona.
Hej, hej!