Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i kołysały się po powietrzu — i płynęły szeroko — daleko — i uderzały o niebo — a od nieba szły ku ziemi — i przenikały w serca człowiecze — i pulsa ich poruszały wielką radością... A po ulicach biegły tłumy ogromne i wołały:
— Uderzyły dzwony! Uderzyły wszystkie dzwony! Nadchodzi Godzina! Mówcie, czatownicy, coście widzieli w Nieskończoności.
A czatownicy mówili kolejno.
Czatownik I. Widziałem Godzinę! Widziałem ją na błękitach, a była jako Jutrznia różana, kiedy na złotym wozie złote pędzi rumaki, wschodząc nad jakowym-ś ogrodem cudownym, ogrodem Ciszy, Radości i Szczęścia.
Czatownik II. Widziałem Godzinę! A była jako widziadło mroku — jako chmura brzemienna zarazą i nicestwem. Twarz jej była wykrzywiona bólem konwulsyjnym i wyrażała najwyższe zmęczenie. A w ręku niosła dwie urny: w jednej ostatnie łzy, w drugiej ostatnie uśmiechy człowieka... I mówiła: Już odtąd człowiek śmiać się ani płakać nie będzie. Jesteśmy w przededniu końca świata!
Czatownik III. Widziałem Godzinę! A była jako słońce wschodzące nad górą Oliwną, w otoczeniu palm i kwiatów balsamicznych — i unosiła się nad krzyżem męczeńskim, rozciągając w bezmiar jego ramiona — i na całą ziemię rozlewając cud chleba, ciszę i przebaczenie.
Czatownik IV. Widziałem Godzinę! A była jako piorun ognisty — żelazna i straszliwa — jako łuna purpurowa, pełna krwi i zniszczenia — jako wybuch wszystkich prochowni zemsty i nienawiści! I szła jako wicher, szalejący po bezmiarach — i ryczała jakieś Dies irae piekielne, groźna i niepowstrzymana...
Czatownik V. Widziałem Godzinę! A była jako tęcza stubarwna — w złotej przepasce na czole, a gwiazdy promieniały w jej włosach — i wstawała jak Venus