Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nadziemskich w potędze opium i haszyszu — i ci w nieskończoność rozszerzali swą istotę.
Tu pozostał poeta i szukał zapomnienia u źródeł zaczarowanych, gdyż było mu zbyt smutno, że nie ma słuchaczy i że jest bez echa.
Wrzawa tu była i śmiechy i szaleństwo, i tylko od czasu do czasu przez wszystkie głosy przebijał się piskliwy i żałosny głos starca, który siadł u wrót Doliny Oszołomień i wołał:
— Dajcie grosik biednemu kalece!