Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


God. Do jednej płyniem przystani. Jedna latarnia oświeci nasze łodzie.
Art. Nie znasz litości — nie rozumiesz szczęścia.
God. Szczęścia nie pragnę. Nic nie cofnie wyroków Przeznaczenia, nic nie przyśpieszy Godziny! Tylko pozorom dowierzać nie trzeba: z mogił rośnie życie, ze smutku wypływa radość, z ulewy tęcza wybłyska...
Art. Mów, gdzie owo życie, owa radość, owa tęcza... Mów, niech popłynę — niech polecę do nich... Jak Prometeusz z nieba ci je wykradnę — i dam je ludzkości... Niechaj wcześniej, niż bezlitosne każą wyroki — zabłysną ludom! Niech Ifigenia powraca... Czemu nie mówisz?...
God. Powiem ci później. Płyńmy dalej w bezmiary. Ja ci pokażę nowe dzieje Pelopidów...