Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nicość! Było ludzkio[1] plemię.
Ale dość już! Opuść ziemię.
Podnieś czoło — spójrz wokoło —
W hebanowych planet krąg.
W te oślepłe spójrz etery,
Zgasł błękitny wzrok Wenery
I księżyce Zeusa cztery —
I szkarłaty Marsa łąk.

Jak grobowa płynie urna
Trójpierścienny krąg Saturna
I księżyce — i mgławice
Ukrainnych planet dwóch.
Wirem płyną sarkofagi,
Gdzie śpi czasów szkielet nagi,
W noc okropnej Równowagi,
Która powstrzymuje ruch.

Jeszcze mgnienie tysiącletnie
Równowaga ruchy przetnie:
Lodowate — bezskrzydlate
Płyną cienie próżnych skrzyń.
Idzie Noc najuroczystsza,
Gdy wielkiego Zegarmistrza
Głos przemieni byt na zgliszcza,
Gdy zawoła światu: Zgiń!

Były niegdyś na tych światach
Wielkie duchy w dawnych latach,
Co się rwały — w ideały,
W tajemnicy wieczną mgłę.
Więc proroki — bohatyry
I kapłany śpiewnej liry
Wielkie Danty i Szekspiry:
Dziś ich dusze — gdzie są — gdzie?

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – ludzkie.