Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przeminęły ostateczne
Tysiąc wieczne dni słoneczne.
Gorejąca — kula słońca
Zatraciła złoty żar.
Cały wszechświat życiem gwarny
W jakiś pomrok zapadł czarny.
Wszech-ogrojec planetarny
Zlodowaciał — zastygł — zmarł.

Jako w puszczy — w noc — szkielety,
Wokół słońca mkną planety
W wirze głuchej — zawieruchy
W nieskończony wieczny mrok.
Nie zawyją żadne gromy,
Kiedy w przestwór niewidomy
Płyną martwych ciał ogromy:
Zgasł lazurów jasny wzrok.

Wiekuista noc zapadła
Na błękitu fal zwierciadła —
Całunowa — bezczuciowa —
Ostateczna padła noc.
Żadna gwiazda nie lśni złota,
Żaden promień nie migota,
Nie drga żaden dech żywota:
Bytu przemian znikła moc.