Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Maligny chorobliwa niemoc — rumowisko
Przepalonego ducha...
Lecz, nie! to nie wszystko!...
Był we mnie kwas azotny, od którego syczą
Metale, by zmartwychwstać zmienione w saletrę:
Tak ja moich pokrewieństw potęgą dziewiczą
W chemiczny ślub z duchami ludzkiemi się zetrę!
A wiem, że było w losach mych zgorzeć samemu,
Ale nie było w losach mych zniknąć bez śladów:
Nie pragnąłem ja gromkiej sławy dyademu,
Lecz braterstwa dusz silnych, którym nie strach jadów!
I, jeśli się połączę z jakim silnym duchem,
Co będzie miał na ustach węgiel pałający,
A w sercu złotą siarkę miłości gorącej —
To zmartwychwstanę kiedyś straszliwym wybuchem...
..................
Ale teraz czas skończyć...
(Tu rękopis się urywa. Przyp. wyd.)