Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I niewiasty chwyciły żelejsce[1],
Jako lwice ku obronie lwiąt;
Pacholęta szły też między jejsce[1],
By zasłonić święte bogów miejsce:
I tłum cały zlał się w jeden prąd.

Był ci z nimi gęślarz siwobrody,
Stary Derwid, ów wygnaniec król,
Co się tułał pomiędzy narody:
On na lutni śpiewał im rapsody,
Głosząc świętość lasów, gór i pól!

Ożywiona duchem bohaterstwa,
Przyodziana w strój z niedźwiedzich skór:
Szła ta tłuszcza twarda, dzika, czerstwa
Na te hufy obcego rycerstwa:
Szła od lasów, od pól i od gór!

Ku zielonej, ku wielkiej równinie,
Którą słońca opromienia żar;
Ztąd witezie w stalowej drużynie,
Ztąd tłum kmiecy — jako fala — płynie:
Słychać groźny przedbojowy gwar!

Na szerokiem polu, na zielonem,
Które słońca opromienia żar —
Jako wichru łono z wichru łonem,
Jak wir mórz z wirem morza szalonym.
Tłum się jeden z drugim tłumem zwarł!

  1. 1,0 1,1 Żelejsce (żeleźce) i jejsce (jeźdźce) — wyrazy te znajdujemy u Jana i Piotra Kochanowskich.