Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To jutrzejszych pokoleń nowe barbarzyńce!
Dość już was! Dość już waszych prawd krzywoprzysiężnych!

Oto niby szum wiosny — duch świeży i prosty —
Budzi się, obcy skargom waszym i omdleniom,
Nieczuły na złocone waszych szat pokosty,
Hartowany do życia walk długiemi posty,
Niechwiejny spojrzeć w oczy grobom i płomieniem...
Oto budzi się ze snu duch świeży i prosty!...

Lecz dusze te, zaklęte siłą jakichś czarów,
Drzemią i „unoszą się jak modre obłoki
W postaci kół zębatych, stempli i lewarów”[1]
I nie pojmują głosu dziejowych zegarów,
Co tajemniczo dzwonią nowych dni wyroki,
Lecz dziś te dusze drzemią jeszcze mocą czarów!...

Nigdyż nie wyjdzie górnik na powierzchnię ziemi,
Aby zobaczyć słońce na jasnym lazurze?
Nigdyż jego promieńmi ogrzany złotemi
Nie pozna, jak tu życie bogato się plemi?
Jak duch, mrokom oporny, płynie wciąż ku górze?
Nigdyż nie wyjdzie górnik na powierzchnię ziemi?

Oni drzemią... W około ciężka woń — dym — wrzawa...
A zdala widzi Venus jakichś burz widziadła,
Zda się, niby wulkanów buchająca lawa,
Jakiś pomrok, z którego złota jutrznia wstawa,
Jak wówczas, gdy niewinna pośród mórz zwierciadła
Ona zabłysła światu... W okół dym i wrzawa.

I bogini, ostatnią wychyliwszy czarę,
Słucha, o czem upadłe te prawią istoty,

  1. Z. Krasiński.