Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdym ostatniego cekina postradał
I gdy mię chytra zdradziła niewiasta,[1]
Niewysłowiony ból mem sercem władał,
Niby krzak róży, co w kolce porasta.
I, gdym tak we łzach rozpacznych upadał,
Chciałem opuścić mury tego miasta,
Gdzie każdy ogród i każda ulica
Szkarłatem wspomnień krwawiły mi lica.

I wszystkie kwiaty mych marzeń ogrodu
Porwał i uniósł zabójczy Akwilon,
I, choć mą boleść kryłem w masce z lodu,
Nieraz tak byłem od smutku pochylon,
Iż mi się zdało, że tłumy narodu
Wołały na mnie: „Patrzcie, blady Filon,
Oto jak płacze po zdradzie niewieściej!”
I tak szydziły z mej wielkiej boleści...

A jam od tłumów uchodził jak dziecko,
Ale wspomnienia biegły wszędzie ze mną
I wszędziem widział tę postać zdradziecką,
Którą zapomnieć chciałem naderemno!
Uciec, ba, uciec! Gdzieś tam na wenecką
Lagunę, albo gdzieś na wyspę Lemno,
Gdzieś, kędy słońce złoci się przecudnie,
Gdzie Boreasze milczą — na południe!

  1. Mickiewicz.