Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IMPROMPTU.


Żądała pani wierszy od swojego sługi.
Jest to łatwe i trudne razem. Los poety —
Układać różnodźwięcznych rymów szereg długi,
Ale twoje zadanie trudniejsze, niestety!

Chcesz, by mój wiersz był serca mego wiernem echem,
Był jakoby spowiedzią obłąkanej duszy:
Ale kto się na wieki pożegnał z uśmiechem,
W tym — każde bicie serca zimny wicher głuszy.

I cóż powiedzieć może ten, w którego łonie
Zgasło serce zdrętwiałe; w którym pierś jałowa
Próżna jest i bezpłodna; kto po serca zgonie —
Sądzi, że cała ziemia samą nicość chowa!

Serce — jest to największy skarb ludzkiego ducha
Większy nad wiedzę, rozum, genjusz. Ale życie
Zwolna — groźnie ciężarem swojego obucha
Na drobny pył je miażdży — nieraz w dni rozkwicie.

I tak tracimy zwolna, kawał po kawale,
Skarby naszego serca — promienie słoneczne!
I troski nas rzucają w egoizmu fale,
A grzech jak robak toczy nam — żyły serdeczne!