Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


POSĄG I DZIEWCZYNA.


Kto mnie nauczy, co lepiej na świecie,
Czy lepiej patrzeć w to, co wiecznie trwa,
Czy w to, co znika, jak wiosenna mgła,
I co przemija jak więdnące kwiecie?

W cieniu akacyi, i bluszczu i bzów
Lśnił biały posąg z marmuru kowany,
Venus — jam przed nią stał oczarowany,
I odchodziłem, i wracałem znów.

Naraz aleją szła dziewczyna młoda,
Świeża, jak kwiatów niespodziany ruch,
A w lazurowych jej oczętach dwóch
Nieznanych niebios jaśnieje pogoda.

W szeleście sukien szła — jak w brzęku pszczół,
Usta różanym płonęły uśmiechem.
Czar! więc spojrzałem na dziewczę z pośpiechem
I, patrząc, wiosnę jam w duszy swej czuł.

Ona wesoło poglądała ku mnie
I poszła dalej w cień bluszczu i bzów,
I znikła. Został tylko posąg ów,
Na marmurowej oparty kolumnie.

Wiecznie stać będzie nieruchomy głaz,
Dziewczyna pójdzie w nieznajome światy...