Strona:Poezye T. 2.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pierwej buk do nieba korzeniem wyrośnie,
Niż ja wygnam statek na hale o wiośnie.

Żałuj Panie Boże, com ja we frasunku:
Ślubowałem na mszę dukata z rabunku.

Ej! Kieby to Bóg dał, cobym ja się wrócił,
Rychtarem bym orał, husarami młócił.

Bratowie, bratowie, co ze mną cierpicie,
Dyć się na wolności miodem czyni życie.

Żegnajmyż się teraz, mili towarzysze,
Jutro nami wiater zimny zakołysze«.

»Hej! góry, polany i zielone lasy,
Żegnamy was dzisiaj na wieczyste czasy«...

Tak oni śpiewają na zamku, w okowach,
A Hanusia w lesie zawodzi przy krowach:

»Strzegłaś matko Jasia, jako swej źrenicy:
Dziś ci go powiodą, oj, ku szubienicy.

Chowałaś go matko, jak tego sokoła,
A dziś ci go rzucą do ciemnego doła.