Strona:Poezye T. 2.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jedynaka ciebie Pan Bóg mi zostawił,
Patrz, byś matczynego serca nie zakrwawił«.

Mówiło mu dziewczę, zalało się łzami:
»Jasiu najmilejszy nie chodź z zbójnikami.

Nie przystawaj ku nim, husary cię schwycą,
Będziesz ziąbł na mrozie popod szubienicą.

Głowiczkę ci zetną, zasują cię w grobie,
Siwe moje oczy wypłaczę po tobie.

Jak się za jastrzębiem cień po ziemi włóczy,
Tak za tobą wszędy lecą moje oczy.

Kiej mie ty odejdziesz, cóż mi haw zostanie?
Będę, jak ta limba samiutka w polanie.

Warkocz mi rozplecie ino wiatr, co duje,
Ino woda z źródła lico pocałuje.

Zostań Jasiu doma, zostań poniewoli,
Bo mię od żałości młode serce boli«.

Stoi Jaś przed niemi, wsparty na siekierce,
Odpowiada matce i swojej freierce: