Strona:Poezye T. 2.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


»Na coś mi matusiu dobrze jeść dawała?
Równo mi się widzi dolina, czy skała.

Kie siekierą zatnę w sękate jawory,
Jak ta piana z wody, tak się kurzą wióry.

Widziałaś mię matko, jakem wóz przeskoczył,
Co go Bartków Kuba na boisko toczył.

Kiedym se wywinął ciupagą na Kirze,
To się ludziom z okien porobiły dźwirze.

Psa, choćby jak leciał, za ogon dopadnę,
Ani mię przełazy nie ogłupią żadne.

Czyś mię to chowała na dziada w kościele?
Jak się postarzeję, legnę se w popiele.

Jako ten Janosik pójdę po dziedzinie,
A choćbym zaginął — imię nie zaginie.

Nie płacz Hanuś darmo, bo się serce żali;
Przyniosę ci z za gór perłów a korali«.

Poszedł Jasiek na zbój w górę dolinami:
Horni za nim chłopcy idą z ciupagami.