Strona:Poezye Stanisława Trembeckiego. Tomik II.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I co było dopiero ziarno, drzewo, ziele;
Jest duchami, krwią, kością, żyłą w mojem ciele.
Co chwila w niedostrzeżne rozrabiany pyłki;
Znowu innym istotom idę na posiłki.
Gdy ciał naszych budowla niszczejąca zwolna,
Niebieskiego brać ognia już nie będzie zdolna,
Zwać to zwykliśmy skonem; a nasze ostatki
Innym rozda żyjątkom wielkiej łono matki.
Tak na świecie najwyższej mądrości układem,
Nie przypadkiem, porządnym wszystko idzie ładem;
I zawsze skutki przyczyn, czy większe, czy drobne,
Jednakich są jednakie, podobnych podobnę.
Potrójnym kula ziemska władana obrotem,
W koło swej własnej osi szybkim chodzi lotem,
Powolniejszym corocznie w stare wchodzi mety,
W koło światłem i ciepłem darzącej planety;
Najleniwszym z północy ku południu krąży,
I ztamtąd ku Tryjonom tymże biegiem dąży.
Pierwszy ruch dni oddaje, drugi wraea iata,
Ziemskiego niesie trzeci odmłodnienie świata.
Gdy więc dziś będzie kresów dzisiejszych dochodzić,
Ciż sami znowu wtedy będziemy się rodzić.
Taż wilgoć nas napoi, też nakarmią strawy,
Też same przyjacioły, też będą zabawy;
I znowu nas fortunne koleje poddadzą,
Pod mądrą i łaskawą ALEXANDRA władzą.
Wszystkie jestestw żyjących i nieżywych stany,
Bez żadnej dawne losy odzyszczą odmiany.
Uczeni, takim czasy kołujące tokiem
Wielkim zwą peryodem, Filozof6w rokiem.