Strona:Poezye Stanisława Trembeckiego. Tomik I.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
61
WIERSZE ROZMAITE.


I ukazywać duszę cierpiącą głęboko,
Przyjaciołom, nieszczere zwracającym oko;
W takich byłyby razach słodkie wielu mety,
Lecz skrupuł samobójcze hamuje sztylety.
Broni leczące smutek zadadź piersiom rany,
Z rycerzy bojaźliwe czyniąc chrześcijany.



ARKADYA.
Ogród pod Łowiczem, Księżny Heleny z Przezdzieckich Radziwiłłowej.

Śliczna Heleno, twego nazwika,
Wsławiona gładkością dama,
Niegdyś się w Trojan obce siedliska
I w dom przeniosła Pryama.

Trudnoż to lube kąty odbiegać
I cudzych dźwigać praw pęta?
Miłość tak chciała, trzeba ulegać,
Noszą je sami Książęta.

Aleć ja przecie temu nie wierzę
By przy miłości nie było
Ciekawej chęci (wybacz Homerze)
Coby Helenę złudziło.

Złotemi dachy kryte Pergamy,
Ładne chłopczęta i hyże,
Wabiły dawniej Laceńskie damy,
Jak nasze teraz Paryże.