Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/677

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KSIĘGA PIĄTA.
(EPODOS).




ODA I.

Pochwała ciszy zakonnej.

Parodya Ody Horacyusza: „Beatus ille, qui procul negotiis...“
Gdy poeta podczas wakacyi sierpniowych odwiedzał wioskę jezuicką
Niemenczyn.


At ille, Flacce, nunc erit beatior...


Lecz ten szczęśliwszy, o mistrzu Horacy!
Który się odjął pospolitej pracy,
Rzucił wieś ojca, rzucił zagon polny,
Nie zna pieniaczów i od pozwu wolny.
W lecie upałem nie zniszczy się zboże,
Zimą nie stoi, czy zamieć na dworze,
W swary się nie wda, bo nie nosi broni,
I przed łupieżcą szyje nie nakłoni.
Więc albo, kornie uchyliwszy głowę,
Modli się Bogu za ludzie światowe,
Albo umysły rozpierzchnione garnie
I błędne owce zbiera do owczarnie,
Lub syty pociech, co sumienie zdarza,
Czas swój rozmierza z godzin Brewiarza.

Wieczorem zasię, gdy w sinej oddali
Niebo zorzowe pochodnie zapali,
On swe źrenice posyła tam w gości,
I bije czołem przed Światłem światłości,
I po murawie wolne stawiąc kroki,
Przez łzawe oczy pogląda w obłoki,
Gdzie tyle świateł u Niebios podnoża,
Gdzie mieszka Chrystus i Dziewica Boża.
Te łzy pobożne, co leje potokiem,
Nie dadzą drzemce zawisnąć nad okiem.