Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/662

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wiejże, wiej ku nam! — cienistej topoli
Chłodku potrzeba.

Cieszcie się, drzewa, na całej przestrzeni!
Gdy zdrowy wietrzyk po gałązkach szasta,
Od jego pieszczot bujniej zazieleni
Trawa krzewiasta.

Wietrze! gdy kwiatki przytulasz do łona,
Gdy jasne fale rozbudzasz w powiewie,
Wioń w moją lirę, co wisi uśpiona
Na suchem drzewie.

A ciebie słońce przywita łaskawie,
I rady uśmiech obaczysz na ziemi;
Błyśnie ci rosa mżąca się na trawie
Kroplmi czystemi.

Kadzidłorodne Azyatów pole
Tobie wonnością balsamów usłuży;
Dla ciebie wonność i kraska na czole
Szkarłatnej róży.

A z mojej harfy któż jej rdzę obetrze?
Chyba ty, piewco, ty wiośniane dziecię!
Święty poeto, uroczysty wietrze,
Pomóż poecie!




ODA XII.
Proroctwo Noego opłakujące bezrządy przeszłych
i bałwochwalstwo przyszłych czasów.


Demersa late saecula cum Noe,
Enavigaret...


Kiedy Noe żeglował na rozlanej wodzie
I z pokładu swej arki patrzał po narodzie,
Widząc, jak wir potopu królestwa pochłania,
I zapłakał nad światem, i wołał wśród łkania: