Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/624

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Umknęło pole, co rolnik orze,
Padł gród, gdzie żyli złota niesyci,
Chciwemi nawy zhańbione morze
Nigdy się dobrym portem nie szczyci.

Natura czuwa, co się nie godzi,
Karze ruiną, kto jej nie słucha:
Nie ufaj szczęściu weneckich łodzi,
Czółnom lichwiarskim grozi posucha.

Niedawno Aufid apulską niwę
Swojemi wody pokrapiał żyźnie,
A teraz, mszcząc się za żądze chciwe,
Rozpuścił powódź po swej ojczyźnie.

Uciekłszy z brzegów, jak lew z za kraty,
Pustosząc błonie, szeroko płynie;
Zamki królewskie i wiejskie chaty
Podmywa, wali, składa w ruine.




ODA IV.
Panegiryk Annie Radziwiłłowej, kasztelanowej
trockiej, księżnie na Nieświeżu.


Quo te Dearum nomine consecrem,
Vicina cani Nympha Borysthenis?


 
Nimfo z nad Dniepru! cóż ja ci złożę?
Lub jak cię uczcić wypada?
Możeś ty Themis? Gracya może?
Albo niebieska Dryada?

Dla twej ojczystej ziemi rozłogów
Piękna przez ciebie zaleta,
Kraj twój chlubniejszy niż wyspy bogów:
Delos, Cythera i Kreta.

Tyś jako księżyc, co srebrem gore,
Tyś jako Dyana święta,