Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/559

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy nów niebieski promieniem wystrzela,
Wynijdź wieczorem w wesołej otusze;
Ja warząc proso i czarowne ziela,
Mieszać je będę i zaklinać duszę.
Z pośrodka mroku widziadło człowiecze
Zdołam wywołać dobitnie a rzeźwo.
Duch nadpowietrzny odpowiedź wyrzecze,
Echa ciemności głosem się odezwą.
Z a wy je puhacz, zastękną otchłanie,
A ziemia zadrży i hukiem wystrzeli,
Otworzy przepaść — a przed tobą stanie
Widmo po widmie, to w czerni, to w bieli.
Gdy się w widziadłach ciemność zawieruszy,
Pomnij, Fedoro! nie trwóż się w tej porze.
Twego kochanka miej obecnym w duszy,
A wara imię przypominać Boże!
Z Bogiem nie zdobyć piekielnych podwoi,
Niebios i piekieł rozliczna jest władza:
Kogo Bóg wspiera, to szatan się boi;
Kto trzyma z piekłem, Bóg mu nie przeszkadza.
Siądziesz na ziemi odważnie i śmiele,
Wywrócisz suknię bramowaną w szlaki;
Ja ci uszpilę czarodziejskie ziele,
Co cię ochroni od klęski wszelakiej.
Sam ogień zstąpi żarzysty i nagły,
War czarodziejski ogrzeje widocznie,
Kipiąc w ukropie nasienie od jagły
Takiemi słowy naszeptywac pocznie:
Przybądź, Fedorze! pośpieszaj, mój drogi!
Kochanka trunek czarodziejski warzy.
Jeśli przybędziesz, unikniesz pożogi;
Jeśli omieszkasz, ogień ci doskwarzy!
Tak czarownica na Fedorę godzi,
A ta z nadzieją oddala się od niej.
Tymczasem słońce wieczorne zachodzi,
Płoni się zorza na stronie zachodniej,
I fale wodne zabłysły jaskrawo,