Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/558

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecące baby i wróżki złowieszcze;
Widziałem, jako w bezchmurnym obłoku
Swemi zaklęćmi sprowadzały deszcze.
Potrafią wodę zaburzyć wyrazem,
Szkodzie usiewom, załamywać żyto,
I doić powróz, a za każdym razem
Mleko z powroza wytryska obfito.
Nieraz kochanek, posłuszny ich woli,
Choćby z za morza do kochanki przyjdzie;
Nie pióra orle, nie polot sokoli,
Nie twoje skrzydła służą mu, Kupidzie!


XXXIV.

Tęskną miłością po swoim Fedorze
Pałała młoda Rusinka Fedora.
Ognistych uczuć zataić nie może,
Miłość jak iskra do wybuchu skora.
Idzie z darami do wróżbiarki wiernej,
I tak wynurza boleść swego ducha:
Władczyni piekieł, o córko Awerny,
Coć czarna fala Acherontu słucha!
Powiedz mi, powiedz, gdzie bawi mój miły?
Przywiedź go rychło do mojego łona: -
Choćby nas kraje zamorskie dzieliły,
Zaklnij, niech przyjdzie, bo umrę strapiona.
Przez ostre głazy, przez morskie rozdoły
Wnet niech pośpieszy i rękę mi poda.
Niech mi go wrócą przyjazne żywioły,
Czy to powietrze, czy ziemia, czy woda.
Jeśli mię radą wesprzeć nie zechcecie,
Nie zdołam przenieść mego serca burze!
Rzekła wróżbiarka: Uspokój się, dziecię,
Co może sztuka we wszystkiem usłużę.
Przyjdzie kochanek z uściski czułemi,
Choćby go otchłań ukryła od świata,
Utopion w wodzie, zakopany w ziemi,
Albo z duchami po powietrzu lata.