Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/457

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stąd miłość, w której dusza zdrowieje i mięknie, —
Cóż za dziw, że miłości płci obie tak życzą?
Człek rozkrój on na dwoje — a jakież więc dziwo,
Że szuka swej połowy choć w miejscu dalekiem?
I nasz Dudzicz, zaiste, winszujmy życzliwo,
Nie jest już połowicą, ale całym człekiem.
Znalazł drugą część siebie, przebył ostre ciernie.
Z tej doli, jak przyjaciel, cieszę się niezmiernie.




ELEGIA VII.
(Księga IV. Elegia 3).


Quae vaga curricula, o Firleu, quae reampla theatra.


Nie amfiteatr, nie wóz zapaśniczy,
Nasze, Firleju, zadowoli oczy:
Nam bardziej k’sercu widok tajemniczy,
Ponętny widok natury uroczej.
Czyż malowidło spodoba się tyle,
Jak kwiat, ocienion na barwy tysiące?
Czyż mocniej błyszczą kryształy, beryle,
Nad majską rosę, co błyszczy na łące?
Pochyłe wzgórze, lub bór gęsto-liści,
Lub błędna fala, co w ciągłej podróży
Nie samej jedno przyjemności służy,
Lecz niesie piękne owoce korzyści.
Stąd człek śmiertelny pożywienie bierze,
Gdy krzepkim pługiem rznie skibę na roli;
Stąd miały paszę bydlęta i zwierze,
Co wysługują człowiekowi gwoli.
Same pustoszę dzikie i nieżyzne
Swojemi skarby zadziwią najsłodziej;
Bo niech-no oracz skarczuje nowiznę,
Na wagę złota swój pot wynagrodzi.
Ani perłowe konchy oceanu
Nie są tak cenne, jak te sterty zboża:
Dań nieprzebraną niosą swemu panu,
Jako strumienie i rzeki do morza.