Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom III-IV.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z CZĘŚCI II.

Po prostu była litewskich dzieci
Chata wzniesiona;
Prosty dajlide, jak umie, kleci
Z dębów bierwiona.

Miedzy bierwiona mech ściele sporo,
Otula ściany,
Krokwie obija dębową korą.
Pod dach słomiany.

Długa, szeroka chata Litwina
Z dwóch stron się składa:
Po jednej żyje chatnia drużyna,
Po drugiej stada.

Koniki silne, czy do roboty,
Czy to do boju,
I karmicielki — krówki pieszczoty,
Pełne udoju.

I wielkorogich wolików para,
Co skibę kraje,
I kędzierzawa owieczka szara,
Co odzież daje.

Tam, gdzie się w chacie ludzie gromadzą,
Okienko świta,
A czarna ściana dymem i sadzą
Wiecznie pokryta.

Zamiast podłogi, tok z gliny bity
Mularze dali.
Na środku izby ogień sowity
W jamie się pali.

Pali się zawsze — bo tu jest Znicza
Głównia ofiarna;
Przy nim tcze krosna ręka dziewicza
Lub kręci żarna.