Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/516

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Tak się rumienić grzesznik nie jest w stanie,
    To nia wstyd hańby, lecz zakłopotanie.

    X.

    Ksiądz nad nią znamię nakreślił krzyżowe;
    Ona się żegna i klęka u kratki.
    Białą oponę zarzuca na głowę
    I ręce składa — cofnijcie się, świadki!
    Niechaj nikt na nią nie pogląda zdała,
    Nikt nie natęża ciekawego ucha:
    Bo jeden wyraz jeśli kto podsłucha,
    Już całą spowiedź dziewiczą pokala.
    Dajcie, niech z Bogiem rozgada się szczerze,
    Na drogę życia weźmie umocnienie;
    Ona niedługo miejsce wam zabierze,
    Bo taka spowiedź — krótka, jak westchnienie.

    XI.

    Ale już kwadrans trwa spowiedź dziewczyny,
    A ludzie patrzą ciekawie, nieśmiało;
    Zegar kościelny wybił pół godziny,
    I trzy kwadranse, i godzinę całą —
    A ona, płachtą płócienną okryta.
    Jeszcze na miejscu klęczy pokutniczem;
    A stary pleban z ojcowskiem obliczem
    Jeszcze coś szepce i o coś ją pyta.
    Kończy się wreszcie spowiedź uroczysta,
    A pokutnica, drżąca i wybladła,
    Do stóp świętego trybunału padła,
    A na jej oczach błyszczy łza kroplista.
    Kapłan się modlił dłużej, niż zwyczajnie;
    Wyraz pochmurny pokrył jego lice:
    Musiał usłyszeć wielkich grzechów tajnie —
    I nie rozgrzeszył młodą pokutnicę.
    Och! jeśli wina najcięższa ją bruździ,
    Jeżeli godna czyścowej katuszy,
    To już w tej chwili miała czyściec w duszy,