Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Bezwładna jego głowa zwisła na ramiona;
A kiedy mu odarty i hełm i kolczuga,
Po jasnych jego włosach krwi pociekła struga,
Ale jej żadna ręka nie otarła z czoła.
Nienawistne przeklęctwa zawrzały do koła:
Ho! pieszczone pacholę nie zwykło do zbroi!
Miękka czaszka niemiecka, kto wie, czy się zgoi?
Kto wie czyli dożyje o chlebie i wodzie,
Aż nim nów ofiarnczy serce mu przebodzie?!
Tak, niosąc do warowni rannego młodzieńca,
Litwa się jeszcze nad nim urąga i znęca.
— Daj pokój! — mówił drugi — choć to młode szczenię,
Czart niemiecki umacnia swoje pokolenie;
Choć spłynął krwią nieczystą, choć zawraca oczy,
Trzymaj krzepko pohańca, bo wnet ci wyskoczy.
Jeżeli go bezpieczno masz trzymać w jassyrze,
To mu z szyje oberwij te blaszki i krzyże,
Któremi pierś obwiesił, bo tam czart się chowa!
I ręka świętokradzka już była gotowa
Znieważyć mały krzyżyk na niemieckiem łonie,
Co go Papież z odpustem święcił w Awinionie;
Lecz orli wzrok Margiera zabłysnął tak srogo,
Że Litwin aż pobladnął i cofnął się z trwogą.
— Wara! — zawołał książę na zgraję swawolną —
Nad wrogiem rozzbrojonym pastwić się nie wolno!
 

XI.
Otwarto wrota zamku — więźnia w głąb ponieśli.

Twierdza prosta, drewniana; tylko topór cieśli
Ponad Niemnem, na górze, na ubitej ziemi,
Piętrzył dębowe kłody jedna nad drugiemi
Wysoko aż pod chmury, a przy ścianach wokół
Pozabijał warowny sosnowy ostrokół;
Tylko rydel kopacza w krąg całej budowy
Ponajeżał wałami wąwóz nadniemnowy,
I ryjąc w głębi ziemi w tajemnym zamiarze,
Powydrążał pieczary, sklepił kurytarze,