Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Wielki dzień Ziemienika będziem obchodzili.
Dobry Bóg urodzajów! wielkie jego święto
Od czasu gdy na Litwie siać niwę poczęto;
Bo z łaski Ziemienika i pod jego wodzą
Miód, mleko i owoce, i kłosy nam rodzą.
Niegdyś, za naszych ojców, w Litewszczyźnie starej
Z miodu, z mleka, z owoców brał swoje ofiary.
Lecz nam dzisiaj nie starczy na chleby i miody,
Bo Krzyżak zdeptał pola, wyplenił ogrody,
Pozarzynał dobytek i miód wydarł z barci —
Cóż my Bogu przyniesiem, z ostatka odarci?
Lecz Bóg nie gardzi sercem ni darem ochoczym:
Mamy tu krew krzyżacką — a więc krwi utoczym,
I ołtarz zawieszony tajemną zasłoną,
Zamiast czerwonych kwieci, zlejem krwią czerwoną.
Ziemienik, przebłagany w ofiarnym puharze,
Może niwom obficiej rozrodzić się każe,
I w chlebie pożywanym bez łez i goryczy,
Nowa siła do piersi wstąpi bojowniczej...
Weźcie żywego jeńca! okuć go należy;
Niech czeka dnia ofiary na zamkowej wieży!
Tak mówił srogo Margier — a głos jego mowy
Najprzód grzmiący piorunem, a potem grobowy,
Osłabnął, kiedy książę rozkazy wydawa,
A usta były drżące, a powieka łzawa.

X.
Tedy litewscy męże rzucili się żwawie

I podjęli młodzieńca, co leżał na trawie;
A Margier zapalczywie do boku mu sięga,
Oderwał miecz, aż stalna zabrzękła popręga,
I odpiął mu z pod szyje płaszcz rycerski biały,
Krzyż wyszyty na płaszczu poszarpał w kawały
I podeptał.
Na groźne skinienie książęce,
Dwaj Litwini Krzyżaka ujęli za ręce.
A młodzian ledwo oddech wydobywa z łona,