Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przybliż się — usiądź śmiało — nie masz na mnie zbrodni,
Tak, ja zawsze was dzieci, a wyście mnie godni.
Słuchaj; niech Bóg w skonaniu tak mi sił dodaje,
Jak tobie wszystko powiem i nic nie utaję:

Pomnisz wzgórek małemi krzakami pokryty,
Wyżej las dębów, nieba sięgał swemi szczyty,
Na dolinie wezbrane wody silnie huczą,
Spadają i s poważną jednoczą się Słuczą.
Na wspaniałych Niebiosach Xiężyc cicho wschodził,
Białem światłem po lasach, polach, wodach brodził;
Ja cię w ówczas wysłałem z wiernych tobie zgrają,
Sledzić miejsca kędy się przeciwnicy tają;
Wtem błysnął nieprzyjaciel — członki me zadrzały,
Wybiła w sercu miłość Ojczyzny i chwały,