Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chcę okiem mierzyć siły; Xiężyc blaskiem mami,
Niebaczny wołam „głoście między rotami“
Słyszę szmer„ każe, idzmy, lecz gdy pole straci,
„Nierozważne zuchwalstwo głową swą przepłaci“
Rozwinięto sztandary, trąby marsz zagrzmiały,
Dzielnie na nieprzyjaciół niósł mię mój koń biały;
Drogi i pola, zboża ozdobione kwiatem,
Mocnośmy sfarbowali krwi naszej szkarłatem;
Utrzymać pola sławy nie dają nam nieba,
Liczbą nas przemagają, cofać się potrzeba.
Zaświadczam się Tym który tam siedzi wysoko!
Którego w sercu ludzkiem umie czytać oko,
Żem chciał śmiercią przepłacić śmiałość przedsiewzięcia,
Narażałem się — poledz nie miałem dość szczęścia.