Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wśród skał okrytych lasami,
Błądziłem serca sierota!
Moja rozspacz, łzy z westchnieniem
Zabrały siedm wiosn natury,
Osłabły, dziki, ponury,
Żyłem jedynie wspomnieniem.
Cień nocy, wycie wichrów, puste skały,
Jakiś dla mnie powab miały.
Rospacz stała się przyjemną,
Szczęsliwych była chwil ostatkiem świętym,
Zdawało mi się w bolu nieugjętym,
Nie wszystka ona rozstała się ze mną.

IX.

Gdy serce kocha i kiedy utraca,
Bóg litościwy wsparcia nie ubliża,