Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ona z skromnością, delikatna, czuła,
W każdym dniu nowe szczęścia pasma snuła.
Zszedł rok podobny myslóm chwilotrwałym,
Już i Ojcem zostać miałem.
Częstom z nią mawiał o przyszłej kolei,
Zawsześmy byli pewni tej nadziei,
Że serce Ojca stanie się łaskawsze;
Lecz chytra złość czuwa zawsze.
Wprędce wieść w naszą doleciała stronę,
Iż Ojciec od nas wyrzeczenie zrobił,
To cios złoczyńcy — i tém mnie on dobił!
Wkrótcem pogrzebał i syna i żonę.
Potężny Boże! w miejscu gdzie schroniłem,
Drogie ich ciała, ja stałem i żyłem!...
Com potém działał? gdzie? nie pamiętałem,
Rozum mój przyćmiony — szałem,