Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(99)XI.

Smutny i rozgniewany tak łajałem kwiaty:
Tyś Fijołku złodziejstwa dopuścił się grzechu,
Skąd masz twój zapach? z mojej kochanki oddechu.
Skąd masz twą krasę? wziąłeś jej twarzy szkarłaty.

Ty lilijo zbrodniarko gdzieś twą białość skradła?
Oto z śnieżnej białości mej kochanki ręki.
Dwie róże na swych cierniach rostaczały wdzięki,
Ta wstydem zrumieniona, ta z rospaczy zbladła;

Ta ni kraśna, ni biała, pomięszana w cienie,
Słodycz twego oddechu wydawała z siebie,
Lecz robak już ją toczy i wkrótce zagrzebie;
Będzie to słuszna kara, za jej przewinienie.
Wszystkie kwiaty, co wiosny porodziło tchnienie,
Krasę swoją lub zapach, pokradły u ciebie.